piątek, 1 lipca 2011

Posesyjnie - notatki z fortów

Sesja, choć zdawana powoli, mozolnie i bez chęci, w końcu minęła. Czas oddać się rozrywce i słodkiemu nieróbstwu. Jutro wyjeżdżam na zasłużone wakacje.

Ale zanim to się stanie wrzucam fragment notatek własnych z przedmiotu o tajemniczym tytule "Krajobraz forteczny - ochrona dziedzictwa kulturowego w architekturze". Można też używać lepiej przyswajalnej nazwy, z której powszechnie korzystamy - "Forty".

Osoby wtajemniczone wiedzą o co chodzi :)

Dla tych, którzy mają problemy z odczytaniem moich kulfonów - przetłumaczony dialog z prawego górnego rogu (a ściślej: fragment wykładu i moje komentarze do niego przekazywane Zielarce):

1: Bastion ma dwa czoła.
2: Dwa czoła! To z Czarnobyla jakiś!
(...)
1: Ma uszy.
2: Na barkach xD

Na razie tyle. Za tydzień (może) będzie więcej.

sobota, 23 kwietnia 2011

Szkice archiwalne cz. 4 - Frubel

Co by tu wrzucić, żeby nie było, że znowu zapuszczam bloga... Hmmmm...

Na szczęście jest jeszcze parę kartek w archiwum ;)

Aaaaa, zgroza, nie zdążyłam jeszcze przedstawić mojego wyimaginowanego (wyrysowanego?) przyjaciela! Trzeba to nadrobić...

Szanowna Publiko - oto Frubel.

Powstał w gimnazjum. A wziął się stąd, że na lekcjach z nudy zaczęłam się przyglądać elementom wystroju klas. Deseń jednej z firanek zainspirował mnie do narysowania takiego ptaszka. Mocno schematycznego, zgraficonego, niemal esencjonalnego. Wprawna ręka może go narysować w 4 sekundy.

(Hie hie, teraz wszyscy zaczną ćwiczyć ze stoperem w ręku ;P)

I tak już Frubel towarzyszy mi do dziś, będąc czymś w rodzaju rysunkowego podpisu, przerywnika, zwierzątka domowego, bądź też zeszytowego. Jest dla mnie mniej więcej tym, czym są piranie dla Beaty Pawlikowskiej (które sama od niej po trosze przejęłam i czasem rysuję z nudów). Tych, co nie wiedzą, o czym mówię, odsyłam do jej książek.
Frubel czasami ulegał modyfikacjom, dając życie innym stworkom. Przykładem jest Semp.
Z czasem Semp zrobił się nieco bardziej garbaty, ponury i jakby depresyjny... Ale, powiem szczerze, w tej dzisiejszej, dekadenckiej wersji wolę go bardziej. Optymistyczny niech pozostanie Frubel. Powstawały też inne wersje Frubla, tworzone przeze mnie i znajomych, ale w archiwum na razie znalazło się tyle, ile widać.

czwartek, 24 marca 2011

Coolface według von Mackensena

Wspominałam już, że od miesiąca mam nową zabawkę? Nie? No, to wspominam - od miesiąca mam nową zabawkę ;) Jest nią tablet, zakupiony pod wpływem Bosej i Zielarki (one też się zaopatrzyły i wyrażały się bardzo entuzjastycznie), na promocji w sklepie sieciowym. Zdobycz warta swojej ceny - choć niewielki, rysuje się na nim wygodnie i z przyjemnością. I nie jestem już uzależniona od skanera Taty.

Pamiętacie plakat na Dzień Aktywności Studenckiej reklamujący Twierdzę Wrocław ? Dla przypomnienia:


Doczekał się właśnie wznowienia, w ramach ćwiczenia rysowania na tablecie.


Ćwiczeń było, oczywiście, więcej. Pozostałe w następnej odsłonie.

poniedziałek, 14 marca 2011

Poezja romantyczna

Od dziś możecie mnie nazywać poetą romantycznym - bo napisałam pełen rozgoryczenia wiersz o użalaniu się nad sobą.

Nie istnieją buty
Dla mnie na tej planecie
Choć ich szukałam wszędzie
Nawet w j****ym outlecie

Inspiracją stały się dla mnie długie, wyczerpujące i - oczywiście - bezowocne poszukiwania obuwia na ślub. Wygląda na to, że w końcu pójdę na bosaka.

Przestrzegam Was, przyszłe panny młode, szukanie obuwia ślubnego może być gorsze niż sukienki!

sobota, 5 marca 2011

Biotechnologia (środowiska)

Italiana, koleżanka studiująca ochronę środowiska na PWr (ksywa stąd, że wychowała się we Włoszech), zwróciła się do mnie ostatnio z prośbą zaprojektowania plakatu na polibudowy Dzień Aktywności Studenckiej. Plakat miał reklamować sekcję koła naukowego, w którym czynnie działała - biotechnologię.

Z pomocą lubego Rumcajsa zrobiliśmy projekt opierający się na grze słownej wyrażeń "bio" i "technologia". Dodaliśmy do tego proste tło, szczyptę efektów i "kwaśne kolory". Oto efekt:


Kiedy plakat był już prawie gotowy, Italiana zdała sobie sprawę z tego, że właściwie nie jest pewna jak jej sekcja się nazywa (xD). Sprawdziła to - i okazało się, że w nazwie jest jeszcze dodany człon "środowiska". Plakat został poprawiony, choć bliższy memu sercu pozostaje pierwowzór.


A dzisiaj dorobiłam trzecią, własną wersję. Jakoś nie mogłam się powstrzymać ;)

sobota, 12 lutego 2011

Szkice archiwalne cz. trzecia (?)

Koniec. Po sesji. Ufffff....

Zmęczenie fizyczne i psychiczne nie sprzyja twórczości, więc nie wińcie mnie za kolejne zastoje na blogu. Zresztą, już powinniście się przyzwyczaić ;)

Organizm mój najwyraźniej też postanowił wrzucić na luz - i oto rozkłada mnie przeziębienie. W związku z tym komiks archiwalny z życia wzięty.

środa, 26 stycznia 2011

Akcja-kreacja

Inżynierska praca, po długich, nieprzespanych nocach, wreszcie skończona i oddana. Teraz wszystko w rękach (i dobrej woli) recenzenta. A ja z czystym sumieniem mogę napisać pierwszego posta w tym roku.

Nic na to nie poradzę - jako przyszła panna młoda uwielbiam zanudzać postronnych wrażeniami z przygotowań weselnych. Bloga to nie ominie. Poniżej skrócony reportaż z prawie rocznych poszukiwań "tej jednej jedynej" sukni ślubnej.

Podejście nr 1 - zakładam, że moja suknia musi być oryginalna i niepowtarzalna. Ma mnie wyróżnić z tłumu panien młodych. Pierwsze pole poszukiwań - oczywiście wujek Gugle. Rzuca mi się w oczy suknia w stylu vintage, krój empire, wierzchnia warstwa z koronki. Lekka i zwiewna. Do kompletu długie za łokieć, koronkowe rękawiczki z palcami odciętymi jak u motocyklistów. Ideał. Musi być moja!

Podejście nr 2 - pierwsze wizyty w salonach. Odwiedzam dwa wrocławskie. W pierwszym sukienki ładne, owszem, ale... dość typowe. W drugim panie dosłownie skaczą dookoła mnie - jestem zachwycona obsługą! Wpada mi w oko kreacja podobna do Sanpatrickowskiej Eboli. Mimo, że nie ma żadnych ozdób (a może właśnie dlatego?), dla mnie jest nieziemsko piękna.

Podejście nr 3 - wciąż podoba mi się niby-Eboli, ale nie mogę przestać myśleć o koronkowym cudzie z internetu. Wybieram się do krawcowej. Najpierw zgadza się uszyć to o co proszę, ale potem pozbywa złudzeń - ciężko będzie znaleźć w podkarpackich hurtowniach koronkę na tyle lekką, żeby można ją było nosić na całej sukni bez halki z kołem.

Podejście nr 4 - wizyty w rzeszowskich salonach. Sukien dużo, wiele ładnych, kilka pięknych, tej jednej zwalającej z nóg - brak. Prawie wszystkie mają halki i koła, którym się stanowczo sprzeciwiam. Nie i już! Nad jedną koronkową kreacją zastanawiam się długo, byłabym ją kupiła, ale wątpliwości nachodzą mnie tak często, że w końcu daję sobie z nią spokój.

Podejście nr 5 - wracam w internet. Okazuje się, że suknie w stylu mojej wymarzonej istnieją, szyte są przez projektantów z zachodu. Potwornie drogie i niedostępne w Polsce... :((( Po raz pierwszy zauważam sukienki do połowy łydki. Rzeczywiście są ładne, ale czy na tę jedyną okazję mam sobie odmówić kreacji długiej do ziemi?...

Podejście nr 6 - Mama podejmuje za mnie decyzję - jedziemy szukać do Krakowa. Cały dzień spędzamy na obchodzeniu salonów. Nic nie znajdujemy. Dramat, po prostu dramat...

Podejście nr 7 - stwierdzam, że muszę znaleźć alternatywę dla koronkowej piękności z internetu. Znowu zastanawiam się nad kiecami 7/8. A może?...

Podejście nr 8 - we Wrocławiu idę do salonu z nieziemską obsługą. Panie podają mi krótki model sukienki. Zakładam i...

...doprawdy, gdybym tego nie przeżyła, do dziś myślałabym, że takie sytuacje zdarzają się tylko w filmach. Spojrzałam na siebie w lustrze i wiedziałam, że TO JEST TO! Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu (naprawdę! nie przesadzam!). Brakowało tylko Bachowskiego "Alleluja"...

Dzisiaj, już po drugiej przymiarce, stwierdzam, że sukienka nadal podoba mi się tak jak na początku. To był po prostu strzał w dziesiątkę! Życzę tego wszystkim pannom młodym!